Święta Święta Święta

1
Share
mikro choinka

Ostatnio dużo myślałam o co chodzi z tymi Świętami? Przyznaję, że nie jesteśmy religijni, ale mimo to końcówka roku wzbudza w nas radosną ekscytację. Czy to jest już hipokryzja albo łykanie komercyjnej otoczki? Myślę, że żadne z nich. Dla nas i dla wielu naszych znajomych, to czas wspomnień bliskich i dalekich, odwiedzania się i „długich Polaków rozmów do rana”. Jest to czas wspólnego gotowania, dzwonienia do Babć i Mam po przepisy, żeby smakiem potraw przywrócić chwile z dzieciństwa. To opowiadanie historii i wspominanie tych, których już z nami nie ma. Taki czas, kiedy to wszystko wychodzi naturalnie i tak… jest to magiczne. Niesamowite jak przy pomocy trzeszczących piosenek i smaku kutii czy pierniczków można przywołać najbliższych. Zwłaszcza, że w tym roku, choćbyśmy nie wiem jak chcieli, to nie moglibyśmy ich odwiedzić.

Video-gotowanie z Babcią i Mamami, darcie się do przebojów świątecznych i obżeranie się pokątne czymś co właśnie wyszło z gara, a jeszcze nie powinno wylądować w buzi 🙂 – to nasza przedświąteczna rzeczywistość. I bardzo nas to cieszy, bo w zeszłym roku ledwo co dopłynęliśmy na Grenadę z zablokowaną toaletą (!) i nie było specjalnie czasu na świętowanie. W tym roku, w wigilię rano, zrobiliśmy z Vincentem 200 pierniczków bez kształtu (patrz zdjęcie w nagłówku), ale za to w kolorach rasta, z czego ponad 50 wylądowało w brzuchu zanim w ogóle zaliczyło jakikolwiek lukier – przywilej pierkarski! Marcin zajął kuchnię już tydzień przed świętami i pichcił te co bardziej skomplikowane kulinaria, bo musicie wiedzieć, że w naszej kuchni to Marcin jest szefem wszystkich szefów (dla wtajemniczonych: Krzysztof Jarzyna ze Szczecina, dziękuję 😉 ). 


Impreza na plaży
stare wygi zostawiają na plaży tylko dinghy

Wigilię rozpoczęliśmy na plaży zarówno w towarzystwie znajomych gąb cruiserskich, jak i zupełnie nowych, dopiero co przybyłych. Przepiękny to był widok i jakże znamienity i przypominający nam nas samych 2 lata temu. Wygi karaibskie zajęły szybko dogodne pozycje w cieniu drzew, a przepiękny, kolorowy tłum spragnionych słońca uciekinierów z Europy – plażę. Szczególnie uwagę naszą przykuły kolory, bo wysezonowanego cruisera karaibskiego można poznać po wyblakłych, dziurawych koszulkach i generalnym braku finezji modowej (nie chcę tu nikogo obrażać – są wyjątki), wybierającego praktyczność nad styl. Czyli dokładnie tak jak i my. Co jakiś czas mam atak i postanawiam odświeżyć garderobę, jednak niezmiennie, po kilku tygodniach karaibskiego słońca i prania w pralniach publicznych, ubrania zamieniają się w wyblakłą, szarawą materię. 

Żeby tradycji stało się zadość, wigilia również nie mogła przejść bez atrakcji i w trakcie lepienia uszek do barszczu, tuż przed przyjściem gości, usłyszeliśmy pan-pan „jacht na rafie” i to niedaleko od nas. Kuchnia stop! Marcin z kumplem pognali zobaczyć czy można jakoś pomóc. Frustracja pierogowa i zachodzące słońce wygnało mnie na plażę w celu odzyskania dziecka, które od południa robiło przekop do Australii (nie wiem o co chodzi, ale gdziekolwiek na świecie jesteśmy to dzieci zawsze robią przekop właśnie do Australii!). Zmierzch się zbliżał, więc myślałam, że już nikogo tam nie będzie, a tam ogniska, alkohole, reagge-music, pyszności na kocykach i… chmary much piaskowych (z całą pewnością również tony pcheł piaskowych ostrzących sobie przysłowiowe zęby na świeże mięsko)! Podstawowa zasada: nie zostawać na plaży po zmroku! To cholerstwo jest zajadłe i pozostawia w ciele kratery, które goją się miesiącami! Niestety tym razem, przez te wszystkie akcje na rafie i w kuchni, spóźniłam się, bo dziecko w szale wykopów piaskowych nawet nie poczuło, o zgrozo, że jego plecy stały się paśnikiem! No cóż… będziemy smarować no i trzymać za ręce, żeby nie drapał.

Koniec końców wigilia zakończyła się kolacją w kameralnym, międzynarodowym towarzystwie, uświetnioną milionem opowieści rodzinnych i kulinarnych ciekawostek z różnych części świata, a pod mikro choinką znaleźliśmy nowe koszulki o przyjemnych, niewyblakłych kolorach. Przynajmniej przez kilka tygodni będziemy wyglądali jak ludzie. Kto wie… może nawet się ostrzyżemy?

Z (po)świąteczno-noworocznymi pozdrowieniami
Załoga Białego Psa

White Dog logo

PS. Sylwestra rozpoczęliśmy tuż po południu, na plaży. Impreza z tańcami hulańcami potrwała do zmroku, bo wiatr zaczął się wzmagać, a o północy zapowiadali całkiem niezłe gwizdanie na wantach. O dwunastej grzecznie zbluzgaliśmy 2020 na pożegnanie i z radością powitaliśmy 2021, a o poranku w Nowy Rok dowiedzieliśmy się, że kolejny wulkan, tym razem Soufriere na St. Vincent, się obudził i wylał z siebie trochę lawy, tworząc nowy, czarny, gustowny grzybek na szczycie, a to już drugi wulkan w okolicy… Chyba trzeba uznać, że 2020 kończy się dopiero w marcu, bo wygląda na to, że szaleństwa się jeszcze nie skończyły.

Tańce hulańce sylwestrowe, kreacje niebalowe, wystrój sali – karaibski

Część zdjęć wigilijnych dzięki uprzejmości naszych przyjaciół

close

Keep up to date with our monthly newsletter

We keep your data private and share your data only with third parties that make this service possible. Read our Privacy Policy.